Uroczystości Sybiraków w Wałbrzychu

15 lutego o o godzinie 11.45  wałbrzyscy Sybiracy, ich rodziny i przyjaciele spotkają się przy Pomniku Syberyjskiej Golgoty znajdującym się przy kościele pw. Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny w dzielnicy Piaskowa Góra.

W nocy z 9. na 10 lutego 1940 roku rozpoczęły się pierwsze wywózki Polaków w głąb Rosji. Od lat Sybiracy spotykają się przy Pomniku Syberyjskiej Golgoty znajdującym się przy kościele pw. Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny w dzielnicy Piaskowa Góra by upamiętnić to wydarzenie.
 
Swoje tułacze losy spisała również Halina Mil - w publikacji zatytułowanej „Moja Syberyjska Droga”:
 
„Zostaliśmy zabrani z miejsca naszego zamieszkania (Kraśne nad Uszą w woj. wileńskim) w  marcu 1940 r. Pamiętam najbardziej moment tłuczenia do drzwi, a  potem wybijanie ich kolbą karabinu. Pamiętam przeraźliwe, złowieszcze krzyki odkroj, a potem wtargnięcie do naszego mieszkania. Nie pamiętam tylko ich twarzy, ale skojarzenia były i są do dziś jednoznaczne. 
 
Każdy ich ruch, spojrzenie przesycone były głęboką nienawiścią i jednocześnie sadystyczną rozkoszą z  tego, że wolno im było robić z nami wszystko. Wszystko, oprócz jednego – nie wolno im było nas zabić, bo przecież tuż pod naszymi oknami stała furmanka, na którą trzeba było zmieścić pięcioro dzieci (bo tyle nas było) oraz mdlejącą z lęku i  przerażenia matkę. 
 
Był silny mróz i jeszcze mrok nocy, ale miejscowi ludzie dostrzegli, że znów „wywożą”. Jakaś kobieta z płaczem podeszła, by nas pożegnać, inna wcisnęła szalik, by założyć, bo było bardzo zimno.
 
Byłam wówczas małą dziewczynką i wszystkie te przerażające fakty razem wzięte przerastały moje możliwości oceny. Tuliłam się do starszej siostry, patrzyłam badawczo na zrozpaczoną matkę. Wieziono nas do punktu zbioru do stacji Olechnowicze. 
Potem pamiętam wagon. Było nas w nim dużo, bardzo dużo. Bydlęce, zakratowane wagony z półkami do spania. Moje miejsce było na samym dole, na kuferku, który do dziś jest w kolekcji rodzinnej. Mieścił on wówczas cały nasz majątek zabrany w pośpiechu z domu. 
 
Nie pamiętam, czym byłam przykryta, pamiętam jednak, że płakałam po nocach, bo spanie było bardzo niewygodne (kuferek był mały i wąski), a poza tym było mi zimno, zwłaszcza wtedy, gdy otwierano w nocy drzwi wagonu i wołano: „Kipitok!”.
Drzwi wagonu i okna były zamknięte. Wiem, że ta świadomość zamknięcia bardzo mnie męczyła i sądzę, że z tych właśnie przeżyć pozostał mi lęk przed zamkniętymi pomieszczeniami…..
 
Z tej podróży, która trwała cały miesiąc, moja pamięć rejestruje taki moment. 
Jesteśmy już w głębokiej Rosji. Jest ciepło, bardzo ciepło. Na dworcu wielki ruch. 
Rosyjskie dzieci i starsi podchodzą blisko naszych wagonów. Są bardzo ciekawi, coś mówią, ale ja ich nie rozumiem. Natomiast bardzo się dziwię, bo wszystkie dzieci zwracają się do kobiet i mężczyzn nazywając ich „ciociami” i „wujkami”. 
 
A potem już moment, który chyba najbardziej utrwalił się w mojej bardzo małej jeszcze główce. Stacja kolejowa, której nazwy nie pamiętam, ale wiem, że to koniec naszej podróży koleją. Wysiadamy z wagonów, podjeżdżają samochody ciężarowe, ładują nas do nich, a potem w promieniu 50 km rozwożą po kołchozach. Nas przeznaczono do kołchozu Sosnówka i wyrzucono w środku wsi.
Oto koniec naszej podróży i początek sześcioletniej tułaczki.”
 
Wacław Kwieciński
opr.red
foto:użyczone
 
 
 
Zapraszamy Cię do współtworzenia portalu walbrzych24.com
Zrobiłeś film lub ciekawe zdjęcie? Masz ciekawy temat? A może miałeś sporo szczęścia i znalazłeś się w odpowiednim miejscu i czasie w centrum wydarzeń... bierz telefon w dłoń i nagraj film lub zrób zdjęcie, a później wyślij do nas.
Pisz na adres: redakcja@walbrzych24.com
 
 
Przeczytaj również:
Komentarze:
WIĘCEJ KOMENTARZY
Dodaj komentarz
Twoje imię:
Komentarz:
Kod z obrazka:
Powód zgłoszenia komentarza:
Przepisz kod z obrazka:
Zamknij okno