Otwarto Gościniec Solicki. Interweniował Sanepid

Rząd otwiera wybrane branże ale nadal mocno ogranicza działalność restauratorów. Przez kraj przetacza się fala protestów, która dotarła również do Szczawna-Zdroju, gdzie otwarto restaurację Gościniec Solicki. W lokalu interweniował Sanepid, nakazując jego zamknięcie.

Zbyt wiele tygodni kazano im żyć w niepewności i serwować wyłącznie "na wynos" lub "na dowóz". Przychody nie pokrywały kosztów a tarcze pomagały tylko na chwilę odetchnąć by znów z niepokojem patrzeć w przyszłość. W końcu powiedzieli "Mamy dość, chcemy żyć" i otworzyli restaurację mimo rządowych zakazów.
 
- Uważam, że zamknięto nas bezmyślnie. Nikt się nad tym nie zastanawiał a tym bardziej jeśli chodzi o czas. Dla zamydlenia oczu puszczono nas w maju, żeby wykorzystać bony, które miały oznaczać powracanie do normy. Teraz jesteśmy ofiarami płacenia koncesji na alkohol. W maju byliśmy zobligowani do zapłacenia drugiej raty. Okres wakacyjny na obostrzeniach jakoś przetrwaliśmy. We wrześniu po raz kolejny zapłaciliśmy za koncesję, nawet z chęcią bo była iskierka w tunelu, że będziemy mogli działać. Niestety potrwało to chwilkę, pieniążki popłynęły a nas znów zamknięto - mówi Anetta Lubowska, która prowadzi restaurację Gościniec Solicki w Szczawnie-Zdroju.
 
 
Trudności finansowe sprawiły, że z pewnych opłat trzeba było rezygnować ale doprowadziło to jedynie do powstania zadłużenia, które czym prędzej trzeba spłacić. Kolejne rozgoryczenia przychodziły wraz z powolnym otwieraniem niektórych branż ale z pominięciem stacjonarnej gastronomii.
 
- Lokal, który prowadzę mieści 70 osób. Kiedy były obostrzenia trzeba było zacieśnić o połowę, trzymać dystans i całą resztę. Myślę, że możnaby do tego wrócić tym bardziej, że restauracje to są miejsca rodzinne. Nie sądzę też, by ktoś był na tyle nieodpowiedzialny, by przyjść z gorączką czy innymi objawami - twierdzi Anetta Lubowska.
 
 
Menadżerka obawiała się wizyt służb państwowych ale z drugiej strony twierdzi, że dostała solidne wsparcie. W dniu otwarcia byli tu działacze WIR-u (pomysłodawcy akcji #OtwieraMY), Ruchu Społecznego Poszkodowanych Przez System Zjednoczeni i Strażnicy Wolności.
 
- Bierzemy udział w takich akcjach jak otwieranie lokali restauracyjnych, dyskotek, w ogóle otwieranie biznesów z dwóch powodów. Po pierwsze moralnych a po drugie prawnych. Zamknięcie tych lokali jest nielegalne. Ten lokal działa zgodnie z prawem - mówi Marek Majcher, jeden z liderów "Zjednoczonych", dziennikarz niezależny portalu czujny.pl
 
 
Legalność działania lokalu potwierdza mecenas Jacek Ludziak i deklaruje pomoc prawną w przypadku problemów z organami ścigania i administracji państwowej.
 
- Oczywiście, że lokal działa legalnie bo wszelkie ograniczenia w zakresie otwierania lokali były niekonstytucyjne, wdrożone w złym trybie i niewiążące. Ograniczenie tego typu swobód obywatelskich może odbyć się tylko przez ogłoszenie stanu wyjątkowego lub wojennego. Ani jednego ani drugiego nie ogłoszono, w związku z tym wprowadzane rozporządzeniowo ograczniczenia nie są wiążące. Co więcej, nawet gdyby miały podstawę i były ustawowe to naruszają podstawowe gwarancje konstytucyjne i prawa człowieka - twierdzi mecenas Jacek Ludziak.
 
 
Około godziny 17:40 do lokalu w asyście policji weszły przedstawicielki Sanepidu i nakazały zamknięcie lokalu. Anetta Lubowska nie zgodziła się z tą dezycją. Całą interwencję można obejrzeć poniżej:
 
 

 

plr

foto: TV Wałbrzych

video: WIR - Masz Głos

redakcja@walbrzych24.com

Przeczytaj również:
Komentarze:
WIĘCEJ KOMENTARZY
Dodaj komentarz
Twoje imię:
Komentarz:
Kod z obrazka:
Powód zgłoszenia komentarza:
Przepisz kod z obrazka:
Zamknij okno