Podzamcze: Zniknęły ławki z widokiem na płot, ale problem pozostał

Płot wokół Przychodni na Podzamczu podzielił mieszkańców, przedsiębiorców, Spółdzielnię i Gminę. Teraz trwają rozmowy, dotyczące tego jak rozwiązać problem. 

Mieszkańcy muszą chodzić po trawie, Spółdzielnia musiała wykopać ławki, a przedsiębiorcy z okolicznych sklepów nie mają jak dowozić towaru. Wszystko przez płot, którym ogrodzili się właściciele przychodni. Teren został sprzedany przez gminę i właściciele zgodnie z prawem postawili na swoim terenie ogrodzenie. Mieszkańcy i właściciele sklepów mówią o braku zasad współżycia społecznego. 
 
 
Podzamcze jest oznaczone skomplikowaną siatką działek. A sąsiadujące ze sobą grunty często mają różnych właścicieli. Prowadzi to do „konfliktu interesów”. Nad rozwiązaniem problemu trwa dyskusja. Sprawą zainteresował się prezydent Roman Szełemej.  Przedstawiciele Spółdzielni mają się spotkać z władzami Gminy w czwartek, by wymyślić, jak dogodzić wszystkim. 
 
Ławki „z widokiem na płot” zostaną przeniesione bliżej budynków.
 
- Postawiliśmy te ławki tak naprawdę dla pacjentów, klientów przychodni. Ludzie bardzo chętnie z tego korzystali. Państwo Śliwa ogrodzili to, więc ławki znalazły się poza płotem. Wyglądało to śmiesznie. - mówi prezes Spółdzielni Mieszkaniowej Podzamcze, Tadeusz Choczaj.
 
Największy problem, to którędy poprowadzić drogę, którą będzie można dowozić towar. Centrum Podzamcza jest niemal o każdej porze pełne spacerowiczów. Przecinają się tu ścieżki do dwóch szkół, kościoła i marketu. 
 
Gmina Wałbrzych sprzedała działkę i otaczające ją chodniki w 2018 roku. O planach odgrodzenia terenu właściciel (jak twierdzi) poinformował wszystkich zainteresowanych 
 
- Płot powstał na naszej działce i takie konsultacje nie są konieczne. W 2018 roku kupiliśmy przychodnię w drodze przetargu od miasta. W 2019 roku geodeta zaprosił wszystkich, którzy graniczą z nasza działką na okazanie granic. Przyszli wszyscy lokalni przedsiębiorcy z aktami notarialnymi. Zaproponowałem, że chcemy to ogrodzić w ramach bezpieczeństwa i odpowiedzialności cywilnej za chodniki. -  mówi właściciel przychodni Robert Śliwa. 
 
Jak twierdzi właściciel przychodni - chciał się dogadać z przedsiębiorcami, ale przez 2,5 roku nie udało się. 
 
- Zaproponowałem taki układ, że oni muszą zrobić na swoich posesjach miejsca parkingowe dla samochodów dostawczych, bo na przykład ciężarówka z piwem blokuje mi dojazd dla karetki. Według mnie jest to nie do przyjęcia. Przedsiębiorcy mają w swoich aktach służebność dojścia do ich nieruchomości. W żadnym z tych aktów prawnych nie była to służebność naszej działki. -  mówi Robert Śliwa. 
 
Właściciele sklepów i lokali graniczących z przychodnią są zbulwersowani. 
 
- Można ewentualnie chodzić, ale wjazdu nie ma. Są tutaj sklepy, które handlują alkoholem i napojami – są to rzeczy ciężkie i dowozić by je było chyba trzeba od ulicy Grodzkiej. Jest to niemożliwe. Jest piekarnia, gdzie są przewożone kosze z chlebem. Jak pada deszcz jest niemożliwe, żeby chodzić z tym chlebem. Ni stąd, ni zowąd postawiono nam płot. Możliwości  dojazdu z drugiej strony też nie ma. Jesteśmy odcięci od dostaw. - mówi przedsiębiorca Sylwia Cozac.
 
 
red
foto: WTV
redakcja@walbrzych24.com
Przeczytaj również:
Komentarze:
WIĘCEJ KOMENTARZY
Dodaj komentarz
Twoje imię:
Twój pseudonim:
Komentarz:
Kod z obrazka:
Powód zgłoszenia komentarza:
Przepisz kod z obrazka:
Zamknij okno