Pogorzelcy ze Strzegomskiej walczą o mieszkanie

Pogorzelcy z ulicy Strzegomskiej po dwóch tygodniach od tragedii spotykają się z dużą życzliwością od obcych ludzi, oferujących pomoc, ale odbijają się od urzędowych drzwi.

W nocy z 2 na 3 stycznia w wyniku pożaru państwo Janiccy stracili cały dobytek i dach nad głową. Przez kilka dni po zdarzeniu spali w samochodzie, ponieważ lokal kryzysowy zaproponowany przez MOPS wykluczał pobyt zwierząt, z którymi nie chcieli się rozstać. Suczka Tina i kot Garfield uratowały im życie, budząc w nocy, gdy wybuchł pożar. Gdy kurz opadł, zaczęła się walka o powrót do normalnego życia. Podstawową potrzebą jest znalezienie nowego mieszkania dla całej rodziny. W obawie przed urzędniczą opieszałością o wsparcie poprosili lokalne i ogólnopolskie media. W obecności kamer władze miasta zadeklarowały szybką pomoc. Jak twierdzi pan Sławomir, następnego dnia już bez obecności dziennikarzy urzędnicy byli mniej życzliwi.
 
- Chcieliśmy się dostać do pani prezydent. W sekretariacie usłyszeliśmy "dlaczego dziś nie jesteśmy z telewizją" i "dlaczego się tak dziwnie na nich patrzę". Chciałem porozmawiać tylko pięć minut, ale panie z sekretariatu powiedziały, że pani prezydent nie będzie przez dziesięć dni, a pan prezydent jest w Warszawie - mówi Sławomir Janicki.
 
 
Po nieudanej próbie spotkania z władzami miasta udali się do biura lokalowego, by uzupełnić brakujące dokumenty do wniosku o przydział lokalu. Tam mieli możliwość zapoznania się z wykazem mieszkań, które na tę chwilę miasto może im zaoferować i niestety zawiedli się ofertą.
 
- Jesteśmy pięcioosobową rodziną ze zwierzętami a na liście były tylko pozycje "pokój z kuchnią", ewentualnie z dodatkową spiżarką. Poszedłem dopytać do pani kierownik i powiedziała, że mamy czekać, bo od pierwszego lutego będą nowe oferty. Pani prezydent przed kamerą deklarowała nam, że mają mieszkania, które mogą nam zapewnić, ale na dziś oferty były takie, jak już mówiłem - pokój z kuchnią. Na pięcioosobową rodzinę i zwierzaki? To chyba coś nie tak - dodaje Sławomir Janicki.
 
 
Dotychczas z oferowanej przez MOPS pomocy rodzina skorzystała częściowo. Zrezygnowali z pobytu w Ośrodku Interwencji Kryzysowej, bo nie mogli zabrać tam zwierząt i nie zgodzili się przekazać ich do schroniska. Przez moment na ul. Ogrodowej przebywał 75-letni teść pana Sławomira, ale zabrała go stamtąd starsza wnuczka. Senior skorzystał także z pomocy psychologa, reszta rodziny twierdziła, że taka konsultacja nie jest im potrzebna. Nie przyjęli pomocy materialnej w postaci odzieży i żywności, bo jak twierdzą, są w stanie zapewnić sobie to we własnym zakresie. Otrzymali jednorazowy zasiłek i starają się o taką samą zapomogę dla teścia. Z propozycji wynajmu mieszkań znalezionych przez MOPS nie skorzystali, bo nie odpowiadały im warunki cenowe.
 
 
Otrzymali także propozycję bezpłatnego zakwaterowania u prywatnej osoby w Lubominie, głównie z powodu dużej odległości od miejsca pracy i obaw, że za jakiś czas zwierzęta mogą okazać się uciążliwe. Znaleźli jednak schronienie w Wałbrzychu. Starsza osoba, która wyjechała z miasta, zgodziła się by zamieszkali w jej mieszkaniu, ponosząc jedynie opłaty za zużyte media.
 
- Jesteśmy na razie ja z żoną i teściem oraz psem. Kot jest z córką, która mieszka u przyjaciółki. Na razie jesteśmy porozbijani, bo córki mieszkają osobno. Mamy dach nad głową, ciepłe posiłki, ciepły kąt i pies ma swoje legowisko - mówi Sławomir.
 
Obecnie trwa zbiórka funduszy na rzecz poszkodowanej rodziny. Pieniądze mają posłużyć na remont nowego mieszkania, jeśli takowe otrzymają. Wiele osób oferuje także przekazanie mebli, czy sprzętów AGD, ale na ten moment rodzina, choć bardzo wdzięczna za każdy gest, prosi o wstrzymanie się z takimi podarunkami, ponieważ po prostu nie ma ich gdzie przechować.
 
plr
foto: TV Wałbrzych
redakcja@walbrzych24.com
Przeczytaj również:
Komentarze:
WIĘCEJ KOMENTARZY
Dodaj komentarz
Twoje imię:
Twój pseudonim:
Komentarz:
Kod z obrazka:
Powód zgłoszenia komentarza:
Przepisz kod z obrazka:
Zamknij okno